
Ocena bloga byzyciebajkabylo
Zgodnie z odpowiedzią, autorka zapragnęła oceny ode mnie. A po dodaniu do tego faktu odrobiny mojej chęci i wolnego czasu, do wspólnego kotła otrzymujemy tę oto, ‘źietelnom’ ocenę.
Link do bloga: www
Treść:
Więc zgłębmy się w archiwum. Tożto cały rok bloga na mnie czeka! Ale ba, dla Herkulesa Poriot nie ma rzeczy niemożliwych! Ehh, to nie ten film prawda? To ja już przechodzę do rzeczy. W sumie bowiem, musimy razem (ja, ty czytelniku, autor, twoja jednostka centralna, twoja myszka i twój-mój monitor) przebrnąć przez ostoje dwunastu miesięcy bloga „By życie bajką było”.
Zaczynamy, jak można się domyślić, od stycznia. I tutaj pierwsza myśl, w pierwszym poście już przyprawiła mą twarz o ironiczny uśmiech. Ktoś tu bowiem stwierdza iż „pisze dla siebie”. Bzdura – blog jest pół-prywatnym pamiętnikiem nastawionym na czytelników. Można pisać z własnych pobudek ale nie dla siebie. Następny post, taniec a lenistwo, po pierwsze, nie jest adekwatny do tytułu, po drugie, jest zbyt pamiętnikowy. Oj źle się dzieje w państwie Tadzia. Idziem dalej – po przeczytaniu słowa „szaleństwo” w tytule, od razu stanął mi przed oczami Alchemik. Autorce posta, najwyraźniej też. Później dwa słowo-tłoki, które są bo są i niczym sobą nie reprezentują. Z zasady, pisać o przyjaźni w sposób oryginalny i zachęcający jest trudno, co będę powtarzać, aż nie spotkam bloga „potwierdzającego regułę”. Jednakże, są tematy które mocno leżą mi na sercu i właśnie taki chce mi autorka zaprezentować w poście następnym: o tolerancji. Właściwie, cała nota jest dość bełkotliwa i mało spójna, przesłanie jednak ma, i jad również, tylko podany tak ostentacyjnie i brzydko.
Na tym poście, kończy się styczeń i nadchodzi luty wraz z dwoma tworami, do których podchodzę już z małym entuzjazmem, oczekując jedynie poprawnego stylu i braku ortów. Cóż, pierwszy z nich mówi o aborcji, w sposób dość nudny i gazetowy. Podziwiam autorkę za podejście inne od mojego, jednakże, tyle razy na blogach widziałam zdjęcia z tego właśnie linku i tak często ten temat się pojawiał, że nie robi to na mnie wrażenia, jakiego zapewne się oczekuje. Drugi zaś mówi o rekolekcjach wielkopostnych. Temat – świetny. Tylko treść nie może do mnie przemówić, tak jakby należało. Jeżeli bierzesz się autorko za tematy kontrowersyjne, w których każdy może obrać stanowisko odrębne, są one pożądanym tematem w wielu kręgach, a ty masz akurat inne zdanie, jesteś w mniejszości – mów o tym śmiało, bowiem jest to klucz do sukcesu. Ale – ten klucz trzeba wsadzić w odpowiednią dziurkę. Tą dziurką jest styl, który musi być ostry, zjadliwy i pełen trafnych ostrych ripost, uwag, wtedy to osiągasz efekt zaskakujący i ludzie po prostu „wchłaniają” twoją twórczość.
Dobrze, idźmy w takim razie do marca. Tutaj ktoś stawia mnie w sytuacji podbramkowej. Następny post takie mocne nasuwa mi skojarzenia z książką „Nad brzegiem Piedry usiadłam i płakałam” że to się w pale nie mieści. Więc odpuśćmy, nie oceniajmy, żeby złych wniosków nie wysunąć. Następna nota, mimo nieścisłości, jest w dużej mierze poprawna. Brak jej oczywiście tego, o czym się wyżej rozpisywałam, ale potencjał jako-taki ma. Kolejna nota, o zjadliwy tytule jest przejawem wymuszenia z siebie czegoś, na dobry temat, który wcale nie leży. Nie lubię, nie cierpię, nienawidzę. Tak naiwnie napisany post, w którym znowu sens gdzieś się zgubił, styl siedzi przed telewizorem pokazując autorce środkowy palec i tak się wszystko nie klei. „Patrzę, lecz nie widzę” – brawo za spostrzeżenie na z początku. Choć, właściwie całokształt też prezentuje poziom średnio na jeża. Ów post, nie licząc adnotacji, mogę określić mianem zerowego; nic nie daje, nic także nie odbiera. Następny zaś, wprawił mnie w miłe poruszenie, prawdziwe emocje. Gdyby nie temat, powiedziałabym „więcej takich proszę”, ale nie, ze śmiercią się nie igra.
Jeszcze coś zostało nabazgrane, a potem znów coś. Tylko te cosie, już nie dorównują poście o Dagmarze. Znów brak im serca, zapału, dobrego tematu i jadu. Gdy zaś zobaczyłam tytuł „gdy dzieci mają dzieci” po raz enty w moim życiu i link do tej samej strony ze zdjęciami martwych płodów po aborcji, od razu przestało mi się chcieć czytać. Czemu znowu o tym samym, tylko w delikatnie lepszej oprawie? Później coś, czego przez pryzmat twórczości nie uznam za post, tylko szkic, tudzież magnes na lodówkę. Jedyny post w maju, jeden z lepszych jakie tutaj czytałam, z podejściem na luzie, na szybko a efektem bardzo zadowalającym.
Już nastał czerwiec. Mogę z dumą powiedzieć już, bowiem takiej zawziętości w pisaniu bloga rzadko kiedy spotykam. Najpierw zostałam zmuszona do przeczytania maturalnego podsumowania, później zaś do jakże bystrego i mało spotykanego porównania życia do sinusoidy. A to takie popularne słowo! Następna nota, mimo nietrafnego tematu jest bardzo trafna; pokazuje przedziwność Ynternetu w sposób szybki, trafny i cięty. No i to ja lubię! Dalej post w stylu mojej koleżanki – a ja dziś nie mam nastroju na melancholię mon ami. Później znów coś osobistego, nie w stylu tych sześciu miesięcy. Nagle z piedestału jaki opisywała autorka aborcji zeszliśmy w podziemia jej egzystencji. Przedziwne, dla mnie nieodpowiednie, ale przynajmniej na miejscu i pachnie dziwną świeżością jak po wyjściu z WFF na mroźną ulicę.
Cały lipiec pochłonięty jest trywialnymi, uroczymi i niezobowiązującymi refleksjami. Tu nie ma aż tak górnolotnych tematów. Posty pisane ze stałą częstotliwością, pełne spokoju i dziwnej wewnętrznej harmonii. Tak jest aż do ostatniej noty, o pigułce gwałtu która jest kolejną próbą, albo kolejnym tekstem o dość poważnym mniemaniu, niezbyt trafnym, dość suchym podejściem. Sierpień to rekolekcje. Odczuwam brak czasu, pewnie nie chęci, ale czasu na napisanie czegoś z sensem. W gruncie rzeczy otrzymałam trzy trzy-zdaniowe streszczenia paru wybranych dni. W tym wesela brata. Nie jestem zadowolona. Autorka przeszła z jednej skrajności w drugą, a potem z drugiej z powrotem do pierwszej. Do końca września noty krótkie, mało sensowne, domowe. Potem znów coś egzystencjonalnego: „sens życia”. Następnie nadchodzi… listopad. O! Października nie było. *Wysila swój umysł* Czy to w październiku studenci nie wracają do swych uczelni? Najwyraźniej. Wytłumaczmy to sobie tak: brak czasu. Więc, teoretycznie, czekałam miesiąc na twój powrót, i co otrzymałam? Coś trudnego do przełknięcia. Krótsze, poważne tematy, do których podszedł ktoś z potężnym dystansem i suchością, naprawdę zapominając o czytelniku. Z jakiego powodu więc to zostało napisane, mogę tylko domniemywać. Nie czuję bowiem, iż ktoś chce po prostu się wyżalić, jeżeli już pisze pamiętnik. To chyba potrzeba nie zostawienia tego w trzy czorty zmusiła do pisania.
Grudzień – przedostatni krok w tej podróży, który może zmienić moje nastawienie. Już z początku trafiłam na ładny szmaragdzik nazwany w tytule „zielone pudełko”. Bardzo ładne, sentymentalne i czyste. Drugi, a zarazem ostatni, do post mówiący o Bożym Narodzeniu – może i napisany pod wpływem pięknego tekstu, ale naprawdę niczym się nie wyróżnia spośród setek podobnych tematyce postów. A ja między innymi i tego oczekuję.
Podsumujmy więc, co będzie rzeczą trudną. Wedle moich pięciu cudownych i już znanych dogmatów. Z ortografią *szczerzy się wdzięcznie* nie masz problemów, tak samo jak z interpunkcją. Tematyka – przeróżna, i to jest dobre, z drugiej jednak strony, jest ona nierówna. Gdy raz poruszasz temat sięgający Mont Everest, w następnym poście czuje się jak w holenderskiej wiosce. Wiele z not do mnie nie przemówiło. Winą tą jest często suchy i beznamiętny styl, który psuje dobre i ciekawe tematy. Może to wina braku rzemyczka który ściska rękę i daje niesamowitego kopa w pisaniu. Jednakże, przewinęły się także tematy nudne i oklepane. Poradzić mogę, aby autorka pobawiła się trochę metaforami, ubarwiła język i zaczęła pisać odważniej. To aż zmusza do czytania. Osobiście, by nie urazić żadnej ze swych połówek, wystawiam połowę z tendencją wzwyż.
Punkty: 13 pkt
Wygląd:
Postawmy sprawę jasno. Ten szablon jest równie brzydki, jak ja. Nie przebrnę przez to bezbarwne i beznamiętne szaro-bure tło. Obrazek z boku jest jednym z brzydszych, z jakimi miałam do czynienia. Wuwuwu kropka Deviantart kropka kom się kłania. Naprawdę nie chcę psuć oceny tylko dlatego, iż widać niewprawną rękę. Pod nosem tyleż jest szablonów. Weź choćby jeden z Inventive, bo on najbliżej jest. Oscylowanie całkiem mi nie leży. Do czego ma pasować ten błękit? Ja nie mam pojęcia. Już lepiej by się to wszystko prezentował w jednokolumnówce wyśrodkowanej, z patternsem w tyle i naprawdę dobranym css’em. Przecież do wyglądu linków są nawet generatory! Nie, nie przepuszczę ci mon ami, nie przepuszczę.
Jedyną zaletą jest fakt, iż nic tu nie mryga, i nic na siebie nie nachodzi. No i, że wykonane samodzielnie. Więcej zalet za Kanadę mądrą nie znajdę. A miało być tak pięknie.
Punkty: 2 pkt
Klimat:
Tutaj zdecydowanie coś jest. Coś przypominającego mocno rozwodnione bagienko porośnięte liliami wodnymi. Należy jednak coś z tym bagienkiem zrobić, aby już nim nie było, a ładnym cudownym i przejrzystym (w miarę możliwości) jeziorkiem. Da się? Ja wierzę.
Punkty: 2 pkt
Dodatki:
Łohoho ho ho. Panie, dodatków to ty masz tyle, że się w nich zatopić można. Na początek mamy podstroję o tobie, z której i tak niczego się nie dowiadujemy. No, nie licząc przydatnego kontaktu. Gdyby nie on, oceny by nie było, przynajmniej nie w moim słodkim wykonaniu. Jest księga, a w niej, o dziwo, parę komentarzy. Jest także tak zwana linkownia. Sporo ocen, parę religijnych linek, przez które musiałam odmówić swoją knorrowską modlitwę do ogórkowej ku równowadze ducha. Linki do dwóch blogów, jednej strony domowej i paru witryn pisarzy. Nie dużo, ale treściwe.
Same dodatki? No powiem że są. A jak są to już połowa biedy. W twoim przypadku, niestety tylko połowa.
Punkty: 2 pkt
Podsumowanie:
Dużo, naprawdę dużo siedziałam nad tym blogiem. Jak nad żadnym innym ostatnio. Autorka zdecydowanie ma w sobie potencjał, który w większości przypadków jest marnowany. Do tego ten paskudny szablon, litości! Zmień go, zmień i zmień jak tylko będziesz miała czas. Zabawy z html to można, ale nie oznacza to, iż pierwszy projekt ma być od razu na blogu, a ja takie wrażenie mam.
Z drugiej strony, widzę tutaj parę naprawdę ładnych not, w gronie tych słabszych, dla których chcę dać dodatkowe dwa punkty. Abyś zobaczyła, że naprawdę niewiele brakuje ci do przeciętnej i porządnej kategorii. U mnie bowiem, tak łatwo się punktów nie dostaje, jak zauważono.
W sumie twój blog otrzymał 20 pkt, a więc otrzymujesz ocenę dopuszczającą
Ocena użytkowników:
Każdy z Was może ocenić tego bloga przyznając mu dowolną liczbę gwiazdek.
Autor oceny: Opiumowa.


January 8th, 2008 at 10:47 pm
co do koloru linków - słyszała, Panienka o czymś takim jak okres czerni i błękitu w sztuce pewnego Kogoś?
Szablon wykonałam sama. To fakt. Grafika wcale nie pochodzi z deviantartu, ale to tylko maleńki szczególik. Po miniaturce mojego bloga zauważyłam, że muszę szablon przystosować do wiekszej rozdzielczości. Za to dziękuję.
Z szablonów inventive nie skorzystam, zaden mi się nie podoba i nie spełnia moich blogowych i estetycznych oczekiwań. Są rózne gusta i guściki, najwyraźniej.
Może i szary, bury, ponury, ale ma wyrazac mnie, prawda?
Treść też może nie zachwyca, nie wprawia w zachwyt ludzi dojrzałych i nie doprowadza do orgazmu małolaty, ale reprezentuje mnie. A w treści też o to chodzi, zgadza się? Szczerze pisząc wole, by mój internetowy pamietnik był rozmemłanym zlepkiem myśli, niż czymś sztucznycm, pisanym tylko po to, by tłumy różowych panienek albo upadłych aniołów zostawiały komentarze.
Dalej… w wypowiadaniu się na dany temat nie potrzeba mi ironii, zaciętości i tego ‘jadu’. Takie cechy to w dyskusjach. a nie w przemysleniach się przydają. Aha, no i zadna notka nie powstała po przeczytaniu “Na brzegu rzeki Piedry…”
Cóż, za ocenę dziekuję. I za poświęcony mi i mojemu blogowi czas. Pozdrawiam.
Natalia.
January 8th, 2008 at 11:04 pm
Aha, czyli zgłosiłaś się do oceny, żeby później się wykłócać? Witać, że nie zasługujesz na taką długą i dokładną ocenę, ale są ludzie i parapety, trzeba ci to wybaczyć.
January 8th, 2008 at 11:08 pm
Zgłaszając się do oceny musisz przyjąć to, co my piszemy, bo my się znamy
Znaczy chodzi mi o to, że to jest nasze spostrzeżenie po ocenieniu wielu blogów (nie tylko tu kiedyś)
Wiec jak już się zgłosiłaś to przyjmij to z honorem
January 9th, 2008 at 8:47 am
Oł, Opiumowa, ale Ci się ocena udała
Długa, jak diabli ^^
January 9th, 2008 at 11:35 am
Jeżeli autorka ma zamiar porównywać się do Picassa, bowiem jest to jedyny artysta jaki mi na myśl przychodzi, to mogę tutaj zacząć tarzać się ze śmiechu. To że jemu było wolno, nie oznacza że tobie też.
Po za tym, krytyka to krytyka. W pierwszych słowach mego opisu brzmią słowa “Podła Zła Okrutna”. I że nie ścierpię religijności. Koniec.
January 9th, 2008 at 2:14 pm
Witajcie ludziska ponownie.
Szczerze mówiąc zaczęlam się tarzać ze śmiechu jak przeczytałam Wasze, za przeproszeniem, pierdolenie o szopenie.
Do oceny się zgłosiłam, ocenę otrzymałam, za ocenę podziękowałam. Czego chcieć więcej?
Nie wykłócałam się, tylko SKOMENTOWAŁAM ocenę. Chyba lepiej jest wyrazić swoje zdanie o ocenie, niż po prostu napisać: “dziękuję za ocenę”, nie?
PS. W swoim subiektywiźmie należy zachować choć resztki obiektywizmu. Bo oceniasz BLOG, a nie POGLĄDY autora i samych piszących. Wiem, bo również oceniam.
January 9th, 2008 at 5:44 pm
e? ocena bloga jest oceną twórczości autora bloga. jeśli ocenia się treść strony, można nie zgadzać się z poglądami piszącego… Opiumowa zaś przyczepiła się nie tyle, co do samych tematów - choć o nich też była mowa - ale do stylu, który jej zdaniem był kiepski.
January 9th, 2008 at 6:31 pm
to, co było na temat stylu etc przyjmuję z honorem. Natomiast mylisz się, jeśli piszesz, że przyczepiła się GŁÓWNIE style. Sama przecież napisała, że religijności nie zniesie.
Ale może zakończmy tą bezsensowną krytykę, bo niektórzy w gacie tutaj z podekscytowania narobią (sory, ale nie mogłam się powstrzymać. Bynajmniej nie jest to kierowane do grona Redaktorów)
January 9th, 2008 at 6:48 pm
O religijności, jak napisałam już uprzedziłam w opisie. Żeby nie było takiego czepiania się. A jeżeli to jedyny kamyczek jakiego czepiasz się trzymając urwiska, nie uważasz, że to trochę niebezpieczne, a że bezsensowne to też, ale to już bystrze stwierdziłaś. Więc może nie kontynuuj. Prócz tego, tak trudno być jadowitym? No nie, to dlaczego nie możesz tak wyrażać swoich refleksji. To naprawdę im nie szkodzi. Jeżeli zatrzymasz swą irytację, wysłuchaj prośby, po prostu nie odpisuj dalej, lecz napisz na mój e-mail, jak masz coś jeszcze do mnie, a nie twórz kolejną wycieczkę osobistą.
February 18th, 2008 at 5:33 pm
zgłaszam bloga do ocenki www.ciekawezycie-nastolatek.blog.onet.pl
May 7th, 2008 at 9:43 am
lkqtfu deuklhcxp wbdfqpzlt fhkeci txlgy gkfnmowi owqxtun