34. drayday.blog.onet.pl

screen
Ocena bloga drayday

Wzięłam się za ocenę tego bloga, bo nie mam złudzeń, że ktokolwiek jeszcze powróci, a lepiej, żebym ja to zrobiła, niż żeby zgłoszenie gniło w kąciku w księdze gości i zapuszczało korzonki. Ale nie wiem, czy to był dobry pomysł – mnie chyba prywatne pamiętniki po prostu nie kręcą.

Link do bloga: www

Treść:

Drayday – a cóż to takiego? Nie ma żadnych frędzli, farfocli, wystających z boku kissków, buziaczków, niezrozumiałych literek, cyferek ani nic w tym stylu, ale nie zmienia to faktu, że niewiele rozumiem. Ale, ale, spójrzmy, Dray to nick autorki. A “day”, no to chyba każdy nieuk wie, co to znaczy. Połączenie tych dwóch słów wciąż jednak wydaje mi się nieco… może nie tyle nielogiczne, co niegramatyczne. Jeśli z założenia miało to symbolizować opisy życia Dray, to powinno brzmieć “Draysday” – z myślnikiem pomiędzy lub bez, to już w intencji autora leży.
Z tym opisem życia to chyba dobrze trafiłam.
Początek, a konkretniej to wprowadzająca notka opisująca autorkę, niezmiernie mi się spodobała. Lekki, łatwy i przyjemny w odbiorze styl pisania proste fakty przedstawiał w ciekawy sposób. Szkoda jednak, że podobne wrażenie nie utrzymało mi się na dłużej, ponieważ kolejne notki wzięły mnie na rączki, położyły do łóżeczka, przykryły kołderką i zaśpiewały kołysankę. A nie, przepraszam, budziłam się na moment, żeby teatralnie jęczeć przy konkursie na bloga oraz obrazkach i gifach.
Starałam się być wyrozumiała – w końcu wiele jest osób, które opisują swoją codzienność. Ale relacjonowanie kolejnych wydarzeń w kontekście, który rozumie tylko autor oraz jego znajomi, nie jest zbyt ciekawe dla pozostałych czytających. Jest wręcz piekielnie nudne. Przez notki pochodzące z 2006 roku przepłynęłam bez większych emocji, zadziwiając się jedynie nad zagadkową numeracją – parę notek zostało chyba wykasowanych. Rok 2007 powitał mnie nieco lepiej, styl, który magicznie objawił się w pierwszej notce, a w kolejnych pełzał gdzieś na dnie oryginalności, tutaj jest już znacznie lepszy. Już ta codzienność nie jest taka codzienna. Nie jest doskonale, ale ujdzie, jakoś.
Utwierdza mnie to w przekonaniu, że takie blogi raczej nie powinny poddawać się ocenie, gdyż są to po prostu dzienniki autorów przeznaczone tylko dla nich samych i przyjaciół. Po co je oceniać?
Błędów jest sporo, dużo literówek, zagubione przecinki, braki spacji. Aj, aj, aj.
Nie zachwyciło mnie to.

Punkty: 10 pkt

Wygląd:

Nie lubię wyśrodkowanego tekstu. Wyśrodkowanie jest dobre dla wierszy albo dla króciutkich refleksji, nie dla dłuższych tekstów. Ale ogólnie, jak na standardy onetowskie, jest całkiem ładnie, nic nie razi po oczach, nie migocze, nie gryzie. Trochę tylko pustawo i biało, ale ładnie.

Punkty: 6 pkt

Klimat:

Klimat, hę? Oj, nie, tutaj czegoś takiego doświadczyć nie można. Ewentualnie wygląd może wprowadzić coś takiego klimatycznego – treść nie.

Punkty: 4 pkt

Dodatki:

Akurat tyle, ile trzeba, to niewątpliwy plus. Linki, coś o autorze, jakiś krótki wiersz, statystyka, cytaty. Bardzo dobrze.

Punkty: 5 pkt

Podsumowanie:

Musisz zdecydować, dla kogo piszesz. Jeżeli dla siebie i przyjaciół, to nie zgłaszaj się do oceny, ponieważ to w gruncie rzeczy nieco mija się z celem. Jeżeli mimo wszystko dla całej społeczności blogowiczów, zmień styl i naucz się pisać ciekawie. To przede wszystkim.

W sumie twój blog otrzymał 25 pkt, a więc jest to ocena dostateczna .

Ocena użytkowników:

Każdy z Was może ocenić tego bloga, przyznając mu dowolną liczbę gwiazdek.

Autor oceny: Shitzune

1 komentarz

  1. Calineczka Mówi:

    Przepraszam ale w moim zgłoszeniu w księdze gości zapomniałam wpisać kto mnie ma oceniać. Jeśli można wnieść poprawkę, to bardzo proszę, naprawdę mi na tej ocenie zależy. Prosiłabym aby oceniała mnie: Shitzune
    pozdrawiam

Skomentuj

Uwaga: Akceptacja komentarzy jest włączona, więc jeżeli nie widzisz swojego komentarza nie musisz go ponownie wysyłać.